O autorze
O autorkach:

Beata Chomątowska - prezeska Stowarzyszenia Inicjatyw Społeczno-Kulturalnych Stacja Muranów, dziennikarka, redaktorka, autorka książki „Stacja Muranów“ o miejscu-po-getcie, wydanej w 2012 r. nakładem Wydawnictwa Czarne. Pracuje nad kolejną - lecz już nie o Muranowie. Miejsce urodzenia: Kraków. Dwadzieścia parę lat w KRK, siedem w WAW. Wciąż pomiędzy.

Karolina Przewrocka - dziennikarka, absolwentka uniwersytetów w Krakowie, Berlinie i Tel Avivie, uzależniona od nauki języków obcych oraz od polskiej i żydowskiej literatury; życiowego balansu szuka w miejscach pęknięć - tym razem odnalazła go na warszawskim Muranowie, choć pochodzi z Krakowa. Od dwóch lat w stolicy.

Zamiast wstępu

“Do Warszawy? Lepiej się jeszcze, dziecko, zastanów. Tam przecież same (....) - usłyszałam od szefa szefów w pewnej krakowskiej redakcji, w której spędziłam pięć lat (co najmniej o trzy za długo), gdy odwiedziłam jego gabinet, przynosząc wypowiedzenie. Nie podjęłam zaczepki, i tak nic nie mogło odwieść mnie od dawno podjętej decyzji. Szef szefów westchnął z udawaną troską, ale podpisał podsunięty mu papier. Wychodziłam z uczuciem ulgi, choć nie miałam pojęcia, co czeka mnie za kilka miesięcy. Byłam wolna - ach! - i z tym poczuciem wolności chciałam iść jak najszybciej w nieznane.

“Z Krakowa? Nie wierzę. Co cię podkusiło?” - pytali koledzy z nowej warszawskiej redakcji (która niedługo potem przestała istnieć), w biurowcu z widokiem na teren dawnego getta.



Koledzy - to rzadkość w tym mieście - byli warszawiakami od kilku pokoleń. Hasło “Kraków” splotło się w ich wyobrażeniach z wiecznym weekendem, niekończącą się eskapadą po sąsiadujących ze sobą knajpach i mniej lub bardziej intelektualnymi dysputami po świt. Wszystko w oparach taniego alkoholu i w estetycznie spójnej dekoracji, pocztówkowa klisza na użytek przyjezdnych. Gdy tłumaczyłam, że przecież zmęczenie, chęć zmiany, zawodowe wyzwania, a przede wszystkim ciekawość - nie dowierzali. Jakby powątpiewając, że ktoś zdrowy na umyśle mógłby świadomie zamienić to piękno wcielone, polską arkadię na niby-miasto, posklejane byle jak z nieprzystających do siebie kawałków i udające metropolię. A w dodatku chwalić się tym publicznie.

Minęło - no, sama nie wierzę! - siedem lat. Pożegnalne mądrości ówczesnego szefa szefów - jak można było przypuszczać - okazały się warte mniej więcej tyle, co jego zapewnienia, że tamta redakcja istnieć będzie tak długo, jak na Sukiennicach maszkary i hejnał z Wieży Mariackiej. Znajomi z KRK przestali dociekać, ile teraz zarabiam i czy aby “uważam się teraz za warszawiankę”. Zresztą zostało ich niewielu, sprawdzonych, nie zadających głupich pytań. Znajomi z WAW też się już nie dziwią, w końcu dla nich to normalne, że każdy jest skądś, a skoro tam nie wraca, to znaczy, że tutaj jednak wszystko w porządku.

A gdyby ktoś jeszcze spytał, jak się czuję? Pomiędzy, zawsze pomiędzy. Dobrze mi z tym. I o doświadczeniach związanych z takim stanem zamierzam tu pisać na zmianę z Karoliną. Jeśli przy okazji rozwiejemy kilka mitów albo zaprzeczymy stereotypom - tym lepiej.

Beata Chomątowska
Trwa ładowanie komentarzy...