KRK-WAW - BLOG

O autorze ↓

Pierwsze przykazanie

fot. Marianna Sowińska
fot. Marianna Sowińska
Drogi Krakusie, nie przyjeżdżaj do Warszawy, jeśli ani trochę nie ciekawi cię to miasto. Jeśli zamierzasz przemieszczać się z domu do pracy i z pracy do domu, najlepiej taksówką, bo “przecież straszne odległości”, zamykając z odrazą oczy, żeby przypadkiem nie skalać ich wszechobecną brzydotą, daj sobie lepiej spokój.

Tak powinno brzmieć pierwsze przykazanie dla nas, rozmyślających o przeprowadzce do stolicy.



Jeśli uważasz, że w Warszawie nie ma nic interesującego, tylko Pałac Kultury z przyległym otoczeniem, odpuść. Będziesz się męczyć każdego dnia, powtarzać, jak tu ohydnie, jak czekasz z utęsknieniem na piątkowe popołudnie, żeby gnać czym prędzej na Centralny albo na Okęcie, ku wspaniałościom pozostawionym na południu, do których wzdychasz non stop. Nawet jeśli nie masz już tam czego szukać, bo przecież dla niektórych jesteś już renegatem, dorobkiewiczem, zamieniłeś prawdziwą stolicę Polski na wiejskie powietrze.

Słuchając narzekań tobie podobnych, mam ochotę powiedzieć: nikt cię tutaj nie prosił, skoro ci tak źle, pakuj manatki i z powrotem. Nie chcesz? Szkoda pracy, płacy, po którą tutaj przyjechałeś? To chociaż trochę się postaraj.

Nie zamierzam przekonywać, że miasto Warszawa nie jest brzydkie. Bo na pierwszy rzut oka jest. Nie ta kategoria co miasto Kraków (zostawmy w tym momencie rozważania, dlaczego tak się stało oraz jak byłoby, gdyby historia potoczyła się inaczej). Ale lubić mimo swej brzydoty się da. Piosenka nie kłamie.

Więc – skoro już podjęło się ważną życiową decyzję, jaką niewątpliwie jest przeprowadzka, nawet w obrębie tego samego kraju – warto zdobyć się na minimalny wysiłek i spróbować nowe miasto oswoić, zamiast rozdzierać szaty nad swoim nieszczęściem.

Ten minimalny wysiłek to przede wszystkim zakup mapy i zapoznanie się z najbliższym otoczeniem oraz tak zwanym ścisłym centrum. I poruszanie się - przynajmniej na początku - na piechotę. Warszawa już tak ma, że to, co w niej najciekawsze, schowane jest zazwyczaj na drugim planie.

Drugi minimalny wysiłek to zakup lektury, która będzie nam pomocna w zapoznawczych spacerach. Dla mnie w tej roli sprawdził się idealnie wydany właśnie jakieś siedem lat temu przez Znak zbiór rozmów “Warszawa – w poszukiwaniu centrum”. Autorzy – dziennikarze Gazety Wyborczej – przepytali kilkanaście osób, dobranych według różnego klucza – o postrzeganie stolicy w różnych jej aspektach. Do dziś pamiętam wypowiedź Endo, że “Warszawa jest jak groźny pies”, którego trzeba stopniowo obłaskawić, przełamując najpierw lęk i inne bariery we własnej głowie. Drugą był zwykły przewodnik Pascala. Nie zaliczyłabym go do kategorii szczególnie porywających lektur, ale miał jeden mocny punkt: zaczynał się od zdania: „Warszawa jest kobietą”. To zdanie sprawiło, że spojrzałam zupełnie inaczej na miasto, do którego – mimo całego entuzjazmu związanego ze zmianą – żywiłam masę uprzedzeń. Co tu ukrywać – jak każdy przecież krakus.

Beata Chomątowska
Trwa ładowanie komentarzy...